Kategorie: Wszystkie | dawniej... | teraz...
RSS
wtorek, 30 kwietnia 2013

od ostatnich wpisów tu

były lepsze i gorsze dni

upadki i wzloty

łzy szczęścia i smutku

ale droga życia staje się prostsza i równiejsza

i oby tak dalej

i właśnie mija jak trwamy przy sobie i ze sobą 7 lat

18:52, minka.b
Link Komentarze (7) »
czwartek, 14 kwietnia 2011

a ja powinnam przemyśleć wszystko

i zdobyć się na w pełni szczerą rozmowę która albo pociągnie to wszystko dalej albo zakończy w jednej chwili...

Od czego zacząć pewnie od początku...

Nasze początki były takie a nie inne...
Poznaliśmy się w takich a nie innych okolicznościach, ja byłam w ciągu a ty byłeś jednym z wielu, jednak zatrzymałeś mnie przy sobie, próbowałam z Tobą rozmawiać chociaż nie umiałam. Miałeś w sobie to coś co spowodowało że zwierzyłam Ci się z mrocznej tajemnicy mojego życia, nie wiem do dziś dlaczego to wtedy zrobiłam, pamiętam później za to łzy wypłakane w Twoje ramię i powrót tych kilkudziesięciu kilometrów do domu z pytaniem w głowie dlaczego to zrobiłam... odpowiedzi nie znalazłam do dnia dzisiejszego...

Potem były kolejne spotkania, były miłe, ciepłe, szalone a jednocześnie takie zwyczajne

Każde z nas było w związku i nie traktowało naszych spotkań poważnie, do tego ja nawet mojego związku już wtedy nie traktowałam poważnie...

Potem przyszła pora na wyprowadzenie się z domu, cel Warszawa... tam dopiero mogłam rozwinąć skrzydła, tak sądziłam...
Życie okazało się jednak inne i bardzo szybko zweryfikowało moje plany

To Ty mi pomogłeś kiedy zadzwoniłam z płaczem na końcu nosa pytając się czy nie pomożesz mi znaleźć mieszkania. Zostawiłeś wszystko i pomogłeś, pomagałeś utrzymać to mieszkanie.

Potrafiliśmy wtedy godzinami siedzieć i rozmawiać, oboje tkwiliśmy w związkach które rozpadały się.

Było mi z Tobą coraz lepiej... tęskniłam z dnia na dzień coraz bardziej, czekałam na telefon, wiadomość że będziesz że myślisz na cokolwiek...

Zakończyliśmy nasze związki, zostałeś po raz pierwszy na noc...

Zaczęliśmy być razem chociaż nie powiem kiedy to było co do dnia byliśmy ze sobą coraz bardziej związani, nie wiem kiedy padło słowo kocham ale czy to ważne.
Istotne było dla mnie to że nie wyobrażała sobie życia bez Ciebie, nie liczyło się dla mnie nic innego, zdanie innych ludzi, bo ważni byliśmy my, Ty i ja...

Zamieszkaliśmy razem, zapadła szalona decyzja o dziecku, udało się od razu czego żadne z nas się nie spodziewało.

Wcześniej dowiedziałeś się o mojej przeszłości o moim nałogu, chorobie
wyciągnąłeś do mnie rękę, chciałeś pomóc, szukałeś pomocy u profesjonalistów, ja nie byłam gotowa ani odrobinę, byłam wtedy pewna tego że nad wszystkim panuję i jak będę chciała to przestanę. Jednak bywały dni że tęskniłam za adrenaliną, za tym wszystkim, były dni i tygodnie kiedy bałam się wyjść z domu bo wydawało mi się że ktoś z przeszłości mnie śledzi obserwuje...

Ty czekałeś na mój ruch, ja nie potrafiłam rozmawiać na ten temat, za bardzo bałam się że Cię zranię opowieściami o moich erotycznych podbojach...

Kiedy przyszła ciąża ja zupełnie odcięłam się od tamtego tematu zaczęłam udawać że go zupełnie nie ma, nie pomyślałam wtedy o Tobie, że masz pytania wątpliwości myśli związane z tym tematem...

9 miesięcy minęło a w międzyczasie podjęliśmy decyzję że się wyprowadzimy do Twojego rodzinnego miasta bo będziemy mieli pomoc przy dziecku, skończyło się tak że Ty zostałeś ja się wyprowadziłam...

Wiesz o tym że nie cieszyłam się z tego powodu ale udawałam twardą...

Dla siebie mieliśmy sobotę i niedzielę, a reszta tygodnia sama z małą z myślami o Tobie, z dnia na dzień z tygodnia na tydzień frustracja rosła
Rosła jak kiedyś, kiedy dzwoniłeś wiedziałam że nie jest Ci łatwo bez nas, ja starałam się grać twardą, pamiętam tylko raz rozpłakałam Ci się do telefonu że mam dość i tęsknię...
Na smutek, przygnębienie i zresztą wszystko co złe miałam jedenen sposób, dostarczyć dużą dawkę adrenaliny i do tego znałam "rewelacyjny" na osiągnięcie tego celu.

Zaczęłam szukać, szukać tak jak kiedyś, uważałam że panuję jednak nałóg po raz kolejny zapanował nade mną, potem już poszło lawinowo...

wstydziłam się przyznać że nie byłam taka twarda że wpadłam po uszy, nie potrafiłam...
brnęłam w to bagno coraz głębiej i głębiej...

dowiedziałeś się, bo kłamstwo ma krótkie nogi...

potem przyszła Twoja choroba, prawdopodobnie przeze mnie ale nikt nie wie na 100% skąd się wzięła...

Miałam łatwy wybór albo zrobię coś z sobą albo zniszczę siebie i swoją rodzinę

Zrozumiałam że zupełnie nad tym nie panuję

Zapadła decyzja czas na terapię, po spotkaniu z psychologiem zrozumiałam że jedno spotkanie mi nie pomoże, ona zaproponowała terapię brutalnego kopa czyli ośrodek zamknięty...
Zabrałam oszczędności, trochę pożyczyłam i pojechałam na 4 tygodnie do ośrodka leczenia uzależnień który podjął się mojej tera[pi związanej z seksoholizmem...

To był dramat, kiedy zostałam tam sama, z dala od domu, z dala od Małej, z dala od niego miałam dość, chciałam wyć do księżyca, siedziałam na drewnianej bujaczce i łzy nie przestawały płynąć, następnego dnia zaczęła się terapia, jak się okazało od początku bardzo bolesna...

Byłam jedyną seksoholiczką w całym ośrodku bo takie przypadki zdarzają się bardzo rzadko. Jeszcze zanim terapia zaczęła się na dobre a wszyscy dookoła myśleli że jestem w ośrodku z powodu depresji usłyszałam od pewnego alkoholika że on wszystko by dał żeby zamiast od alkoholu uzależniony był od seksu, cicho wtedy odrzekłam tylko że nie wydaje mi się.
Później okazało się że jesteśmy w jednej grupie na terapii a ja otwarcie przyznałam się ze łzami w oczach że jestem seksoholiczką... on chciał zrezygnować... ostatecznie oboje zostaliśmy i skończyło się to tak że jednak nie chciałby mojego nałogu...

Moja terapia ostatecznie trwała ponad 6 tygodni, było ciężko, płynęły łzy ale zrozumiałam tam bardzo wiele, wiedziałam że musze kontynuować to co tam zaczęłam...

Rozmawialiśmy wtedy bardzo dużo przez telefon, po powrocie jednak ja już nie umiałam, bałam się cały czas że mogę go zranić, mój strach pozostał... a kolejne dni i tygodnie mijały...
On nie naciskał a ja nie próbowałam bo się bałam...

Zamieszkaliśmy razem, temat przeszłości uciekał i się oddalał, ja zrozumiałam swoją chorobę na terapii, on nie i tu tkwił problem...

Zaczęło się na nowo szare życie ale z mroczną przeszłością
Zaczęło być coraz lepiej tak mi się wydawało, tak czułam...

Potem przyszedł trudny okres, okazało się że jestem w ciąży, zupełnie nie planowanej, trochę czasu przepłakałam, potem przyszła wspólna radość, a zastanawianie się jak sobie poradzimy zeszło na dalszy plan...
Każdy mój pobyt w szpitalu zbliżał nas do siebie coraz bardziej...
W końcu zapadł wyrok i bez zastanowienia wspólna decyzja ratujemy naszego syna...
Mijały długie dni czekania na operację a później smutek po tym jedak jego serduszko przestało bić...
Dalej szpital i walka o moje zdrowie a potem życie...

pogrzeb Remka...

On poszedł w pracę i pracował coraz więcej i coraz dłużej, a ja zamknęłam się w sobie...

Ta tragedia która nas wcześniej tak zbliżyła zaczęła nas rozdzielać...

On pracował a ja zamykałam się w sobie, wiedziałam że za chwilę pojawi się smutek i frustracja, nie potrafiłam o tym rozmawiać, nasze rozmowy tyczyły się przyziemnych spraw, życia codziennego a nie uczuć, nas...
Zaczęłam szukać sposobu na zrobienie czegoś dla siebie...
w końcu znalazłam, jednak nie powiedziałam mu o tym, i tu tkwił cały problem, mój wielki błąd...
Zaufanie w końcu prysło...
Zrozumiałam że popełniłam błąd ale było za późno

Usłyszałam jego obawy ale też nie wszystkie tylko kilka, wypowiedziane cichy bolącym głosem...
Ja się załamałam, próbowałam popełnić samobójstwo...

Zrozumiałam też że tak na prawdę nie mam przyjaciół, jest kilka osób którym nie jestem obojętna...

Wiem też już na kogo mogę liczyć i jak bardzo...

Nie potrafimy ze sobą żyć, jestem toksyczna w związku i wiem że taka będę dopóki nie będę potrafiła rozmawiać, szczerze rozmawiać...

podjęłam decyzję jutro jadę do psychologa zacząć zmieniać siebie

może w końcu będzie lepiej

nie ja chcę żeby było lepiej, zrobię wszystko żeby tak było

20:43, minka.b
Link Komentarze (7) »
wtorek, 05 kwietnia 2011

Chcę rozmawiać...
ale nie umiem wydusić z siebie słowa...

Chcę mówić...
ale nie potrafię wyrazić tego co myślę słowami...

Czy ja kiedykolwiek będę umiała rozmawiać z drugim człowiekiem???
Do dziś się tego nie nauczyłam, boję się że to już za późno na naukę...

Gdybiam to wszystko potrafiła byłabym już w tej chwili w zupełnie innym miejscu na drodze życia...

Tak wiele straciłam...

Tyle mogłabym mieć...

ale to tylko gdybanie...

20:41, minka.b
Link Komentarze (2) »

Stoję i patrzę
W głowie mam milion myśli na sekundę a tylko niektóre jestem w stanie ubrać w słowa

Czuję że ja stoję a świat w okół gdzieś biegnie

Kiedy już widzę cel swej dalszej drogi nagle pojawia się pytanie czy na pewno
I mam wątpliwości, dalej stoję, nie robię kroku na przód bo się obawiam...

Czuję że zamykam się w swojej skorupce...

Tej w której zamykałam się od zawsze kiedy było źle a potem długo z niej nie wychodziłam...

Kiedy wstałam dziś rano schodząc zobaczyłam taką kruszynkę w łóżeczku, poczułam łzy w oczach, gulę w gardle i myśl o tym że nie wyobrażam sobie poranku kiedy wstaję i jestem sama, jej nie ma...

Nawet kiedy ubrałam dzisiejsze uczucia w słowa czuję jak po policzku ukradkiem spływa mi łza...szybko ją ocieram, nie chcę żeby ona ją widziała...

Wydaje mi się że ona czuje że coś jest nie tak, ale nic jej nie mówiliśmy, nie wiem jak to zrobić, a dzień ten zbliża się z każdą chwilą...


Czuję jak jestem krucha i słaba...

20:33, minka.b
Link Komentarze (3) »
sobota, 02 kwietnia 2011

Za kilka dni miną trzylata kiedy odszedł
Wiem że odszedł za wcześnie, ale zapewne był w tym jakiś cel, plan Boży, nie wiem ale wierzę że tak miało być.
Nigdy nie układało się między nami rewelacyjnie

Ale to on jednym kiwnięciem palca doprowadzał mnie do wybuchu śmiechu i robił to zawsze tak długo aż ze śmiechu płakałam

To przez niego nie raz płakałam w poduszkę kidy widziałam przez okno jak wracając do domu zataczał się, przystawał w sklepie na dole na kolejne piwo, wracał do domu.
Bełkotał coś pod nosem i po chwili zasypiał... a ja płakałam i zastanawiałam się dlaczego???

Prosiłam żeby przestał ale na nic się to zdawało...

Wiem też że dla mnie był w stanie zrobić wszystko, były chwile kiedy ten człowiek o małym zadartym nosku i wielkich oczach poświęcał się dla mnie do granic możliwości a czasami przekraczał je... Może dziwnym symbolem tych jego poświęceń są dla mnie skarpetki z Kubusiem Puchatkiem dostałam je kiedy miałam 16 tak, leżą w szafie i za każdym razem kiedy na nie patrze wiem ile wycierpiał żeby mi je kupić. Nie było go wtedy stać na nic więcej a i tak żeby je kupić nie jadł nic przez 3 dni. Przyznał mi się do tego po prawie 4 latach kiedy nasz kontkt odrobinę się poprawił.

Ja wiem że był alkoholikiem, że nie jeden grzech miał na sumieniu, ale wiem też że on nie potrafił się przed sobą do tego przyznać. A ja wiedziałam że nie potrafię go zmienić.

I tak wszyscy żyliśmy w tej toksycznej rodzinie...

Wczoraj długo zastanawiałam się dlaczego w moich oczach to on zawsze był tym złym najgorszym...
I tu przyszła mi jedna myśl... mama zawsze tłumaczyła nam że to on jest zły i wymieniała jego winy... a ja kodowałam co słyszłałam i uznawałam za prawdę... w głębi jednak go kochałam...

To jak mama mówi o nim do dziś, czuję że zawsze będzie go stawiała w złym świetle, nie rozumiem jej, dlaczego nawet po jego śmierci stara się o to żebyśmy go nienawidzili. Czuje jak boli mnie jej ostatni wymysł o tym że ona wierna żona znosiła jego zdrady i ciągłe wyskoki na prawo i lewo. Ja go takiego nie pamiętam, czyżby tak dobrze się kamuflował??? Czy to jej wymysł?

Nie wiem, ale czuję jak ona miesza mi w głowie...

Wczoraj po raz pierwszy przyznałam się przed sobą że nie pogodziłam się z jego odejściem, że w głębi serca czekam na dzień kiedy zapuka do moich drzwi i powie wróciłem Minuś...


Tato brakuje mi Ciebie, teraz tak bardzo....

jak nigdy....

13:09, minka.b
Link Komentarze (5) »
piątek, 01 kwietnia 2011

Były wzloty i upadki ale radziliśmy sobie, potrafiliśmy przetrwać tak wiele, tyle wycierpieć zacisnąć zęby.

Przelała się czara goryczy, nie mam siły walczyć o Ciebie, pomimo tego że serce mówi kocham

Zbyt wiele bólu wyrzeczeń, nie zniosłabym kolejnego upadku, teraz sięgnęłam dna. Nie mam pojęcia jak się pozbieram i kiedy wiem jedno, pora postawić grubą krskę i ten upadek potraktować jako start w nowe. Dla niej muszę zrobić tak wiele, chociażby miała mnie nienawidzić niech ma szanse wykrzyczeć mi to kiedyś w twarz, a nie tak jak jak czasami krzyczę nad zimnym grobem ojca jak bardzo go nienawidziłam

Teraz Ona nic z tego nie rozumie i pewnie nie zrozumie, wiem że będzie ciężko a w sumie tylko przypuszczam jak cholernie ciężko może być za chwilę.

Bo przecież będę musiała powiedzieć w sądzie tak zgadza się jestem seksoholiczą leczyłam się jestem trzeźwa. On mi nie wierzy że można zacząć od nowa, mam nadzieję że życie i wszyscy dadzą mi szansę odbić się od dna i zacząć żyć....

W głowie mam cały czas mętlik nie potrafię ubrać myśli w słowa, ale kiedy to zrobię będzie łatwiej....

19:58, minka.b
Link Komentarze (5) »

że życie bez niego nie istnieje...

Tak myślałam ostatnie kilka lat

Teraz musi się to zmienić
muszę stanąć na własnych nogach

Boję się tego
panicznie się boję...

życie toczy się z dnia na dzień...

19:46, minka.b
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 grudnia 2010

Miałeś być naszym noworocznym a może nawet Świątecznym prezentem, jednak nie ma Cię już 3 miesiące z nami... Jednyne co mi zostało to zapalić Ci świeczkę i ciepło pomyśleć o Tobie... Łzy zamieniają się w sople...

Nie wiem czemu ale marze tylko o jednym prezencie teraz który odrobinę ukoił by ból po twojej śmierci, jednak ani odrobinę nie wierzę w to że taki prezent On może mi sprawić... pewnie jeszcze trochę poczekam
a może się nigdy nie odczekam...

Na pewno Ty będziesz o tym wiedział pierwszy bo przecież czuwasz nad nami...

21:10, minka.b
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 września 2010

...niby z Tobą a jednak już bez

Kiedy szybko wybieraliśmy dla Ciebie imię, wybieraliśmy między Wiktor a Remigiusz
Decyzja zapadła Remek, może gdybyś został Wiktorem wygrałbyś walkę o życie?

Tego nikt nie wie... ale w mojej głowie takie pytanie pojawiło się...
Pojawiają się myśli o winie za Twoją chorobę...
Poszukiwanie błędów...
Zastanawianie się a co by było gdym wtedy postąpiła inaczej???

Moja głowa jest w tej chwili pełna pytań bez odpowiedzi...

Jedyne o czym marzę w tej chwili to o tym żeby Cię przytulić i przywitać jednocześnie żegnając...

10:21, minka.b
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 września 2010

Czy będzie naszym zwycięstwem? Czy będzie Twoją wygraną?

Jestes w moim życiu tak krótko, a tak wiele się zmieniło, jutro miną 22 tygodnie Twojego istnienia w naszym życiu... czy to dużo czy niewiele...

Skoro jesteś, bądź i wytrwaj...

Odchodzę od zmysłów martwiąc się o Ciebie, ale dla Ciebie staram się być tak spokojna jak tylko mogę... łzy bezsilności płyną gdy nikt nie widzi...

Niech czuwa nad nami anioł stróż...

12:07, minka.b
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7